PSYCHIATRIA
Szarlatańskie Pseudoleczenie!
Ostrzegamy
dziś całą ludzkość przed pseudomedyczną specjalnością, jaką jest
psychiatria z jej toksycznymi narkotykami, które zamiast leczyć i
pomagać człowiekowi, jedynie zakłócają i wyniszczają mózg, powodując
rozmaite komplikacje a nawet śmierć! Szukajcie o ludzie pomocy u terapeutów naturalnych, u bioenergetycznych uzdrowicieli,
w ziołach z pól i łąk, a nade wszystko u duchowo zorientowanych
psychoterapeutów i psychoedukatorów na ich kursach, zajęciach czy
grupach wsparcia. W większości przypadków rozwiązanie psychicznych
problemów, zahamowań i zakłóceń odbywa się dzięki zaangażowanemu
wsparciu inteligentnych i rozumnych przyjaciół, a jeśli tych brakuje to
dzięki rozmaitym "odpłatnym przyjaciołom" jak doradcy rozwoju osobistego,
psychoterapeuci, transpersonaliści, liderzy grup wsparcia i samopomocy
czy telefonu zaufania. Stosowanie tak zwanych "leków" psychotropowych
to zbędny gwałt i terror na ludzkiej psychice, gdyż jedynie służy
sparaliżowaniu pracy mózgu na czas stosowania takiego środka, a nie ma
żadnych właściwości leczniczych. W szpitalach bardziej pomocne są
zwykłe pielęgniarki z sercem, które życzliwie rozmawiają z tak zwanymi
pacjentami, niźli pseudolekarze psychiatrii, której istnienie jako nauki medycznej jest z wielu powodów kontrowersyjne.
Psychiatra
to rodzaj szarlatana aplikującego toksyczne środki, które używane
często albo długotrwale powodują szereg fizycznych, dobrze znanych
dolegliwości jak ślinotok, zmętnienie wzroku, ogłupienie, apatię,
drżenie kończyn, zaburzenie pracy serca, duszności, dławienie,
przejaskrawienie obrazu, niemożność czytania i pisania, zwolnienie
reakcji, niewydolność ogólną, niezdolność do zaspokajania własnych
potrzeb, cierpienie psychiczne, a także przyspieszają zgon osoby
poddawanej długotrwałym kuracjom środkami psychoaktywnymi. W zależności
od rodzaju pseudoleku, rok jego klinicznego stosowania skraca życie od
3-10 lat stąd pacjenci na oddziałach psychiatrycznych zamkniętych
zwykle nie żyją więcej niż od 7-20 lat, jeśli są faszerowani
neuroleptykami, antydepresantami, poddawani elektrowstrząsom czy
lobotomii! Pseudowiedza, jaką jest psychiatria z jej szarlatańskimi
psychotropami w Nowym Wieku i w Nowym Tysiącleciu powinna już zostać
całkowicie potępiona i zakazana, a jej iście faszystowskie metody
opierające się na gwałcie, przemocy, terrorze, neurologicznym zatruciu
i doprowadzaniu ludzi do przyspieszonej śmierci winny być ujawniane tak
jak i inne zbrodnicze zboczenia o charakterze tyranii.
Opinia publiczna i tak zwani pacjenci powinni być informowani o tragicznych skutkach spożywania szarlatańskich pseudomedykamentów psychiatrii, która swój rozkwit miała w faszystowskich Niemczech służąc
głównie w eutanazji osób upośledzonych, kalekich, odmiennych w
poglądach politycznych, religijnych i odmiennych narodowościowo. Główne
wynalazki psychiatrów powstały w faszystowskich obozach
koncentracyjnych i służyły jedynie do niszczenia ludzi za ich
przekonania czy nieakceptowane przez faszystowski reżim zachowania i
postawy! Czas już zlikwidować tę pozostałość faszyzmu, jaką jest
niewątpliwie psychiatria produkująca co roku przynajmniej jeden milion
nowych ofiar, do którego procederu przyczyniają się mocno koncerny
farmaceutyczne zarabiające miliardy na produkcji toksycznych i
zabójczych pseudomedykamentów, psychotropów czy antydepresorów. Tysiące
psychiatrów na całym świecie, którzy nie ulegli propagandzie tej
pseudomedycznej specjalizacji wyraża swój sprzeciw niehumanitarnemu
traktowaniu pacjentów psychicznych niczym bydło, zatajaniu prawdy o
szkodliwości podawanych substancji, nieinformowaniu o lepszych i
skuteczniejszych metodach rozwiązywania własnych problemów, konfliktów
sumienia czy metodach samokontroli charakteru i wyrażania emocji.
Prawidłowa dieta, masaż, herbatki ziołowe, prysznic, gorący-zimny
naprzemiennie, jogging (swobodny, luźny bieg), terapie zajęciowe,
taniec, zajęcia twórcze, długie spacery i wycieczki, zmiana środowiska
i klimatu, wsparcie przyjaciół, sugestopedia czy relaksacja to są
metody rzeczywiście pomocne, o których psychiatrzy jako współcześni
szarlatani zapominają informować społeczeństwo.
Podstawowe prawa
człowieka i obywatela najbardziej łamane są na osobach uznanych za
schizofreników, chorych psychicznie, psychotycznych, depresyjnych,
maniakalnych, a to oznacza złośliwą przemoc fizyczną, gwałt na mózgu,
wielodniowe unieruchomienia przez związanie, a na dzieciach i kobietach
w szpitalach psychiatrycznych jest to jeszcze często gwałt seksualny
dokonywany przez personel tych obozów wyniszczania mózgów i zbiorowej
zagłady ludzi. Psychiatria opiera się na trzech zasadach, a są to zastraszenie, sterroryzowanie i skrzywdzenie
z użyciem przemocy. Specjalność psychiatrii powstała jako przedmiot
zajmujący się kontrolą i sterowaniem społeczeństwem, powstawało jako
zapotrzebowanie na gnębienie dysydentów politycznych, naukowych czy
religijnych, a wiadomo, że do końca XIX stulecia psychiatrzy zajmowali
się wyłącznie biologicznym wyniszczaniem ludzi o odmiennych poglądach
religijnych, czyli wszelkich dysydentów, heretyków, innowierców i
sekciarzy! Reżim Franco, Hitlera, Mussoliniego
wymordował psychiatrycznie miliony ludzi za odmienne poglądy
społeczno-polityczne, a sami psychiatrzy kompromitują się nawet
osadzaniem w oddziałach zamkniętych tych spośród nich, którzy odważają
się głośno mówić o bestialskim dręczeniu i torturowaniu w zakładach
psychiatrycznych, o podawaniu trucizn bez potrzeby dla zysku i nagrody
ze strony koncernów farmaceutycznych czy o eutanazji bezdomnych,
upośledzonych i kalekich w wielu z pozoru cywilizowanych krajach świata.
Wszystkie środki psychiatryczne to neurotoksyny,
substancje szkodliwe i zabójcze dla zdrowia i życia, bo co niszczy,
uszkadza i zabija mózg, to jest zabójcze dla całego człowieka, a wielu
pacjentów zakładów psychiatrycznych umiera udusiwszy się,
na choroby serca, nagle "bez żadnej przyczyny". Osoba cierpi fizycznie
okaleczona i upośledzona zniszczeniem funkcji intelektualnych. Każdy
zdrowo myślący człowiek żywo zaprotestuje przeciwko bandyckim,
przymusowym aplikowaniu trujących substancji i przeciwko ukrywaniu
toksycznych i zabójczych pseudoleków, o których środowisko psychiatrów
często mówi jako o "ogłuszaczach", "usypiaczach", "killerach" czy "niwelatorach" pacjenta! Więzienie
niewinnych ludzi w zakładach psychiatrycznych z powodu ich politycznej
niepoprawności czy religijnej odmienności, czy z powodu krytykowania
władzy nie powinno mieć miejsca, a orzekanie niepoczytalności i
detencje wbrew woli pacjentów, ubezwłasnowolnienie powinny w zasadzie w
wolnym i wolnościowym społeczeństwie raz na zawsze zniknąć! Czas
zaprzestać wyniszczania myślicieli, pisarzy, twórców, społeczników
jedynie za ekscentryczne zachowania, krytykowanie panującego reżimu
pseudodemokratycznego, myślenie i mówienie inaczej niż na ogół
przyjęto! O ile osoba nie wyrządza poważnej krzywdy innym jak
zabijanie, gwałcenie, okradanie, rzeczywiste fizyczne znęcanie, to nie
ma żadnych powodów do izolacji, przymusowego leczenia, żadnych represji
ani gwałcenia cudzego prawa do wolności, wyboru lekarza czy szpitala!
Nie
istnieją biologiczne, medyczne podstawy do rozpoznawania wielu
jednostek uważanych w psychiatrii za choroby jak to ma miejsce w
wypadku schizofrenii, a żaden urzędnik nie ma prawa stwierdzania, jakie
słowa są wulgarne, a jakie nie ani kiedy wolno się komu rozbierać i
chodzić nago, głośno śpiewać czy krzyczeć, bo często naturyści bywają
przedmiotem psychiatrycznych tortur, albo osoba mówiąca zbyt cicho czy
zbyt głośno dla kogoś, kto tego akurat nie lubi, a posiada tak zwaną
władzę i możliwość dowolnego gnębienia społeczeństwa.
Ubezwłasnowolnianie to zwykle metoda przejęcia cudzego majątku,
kontrolowania innej osoby z powodu odmiennych poglądów i zachowań
nieakceptowanych przez tak zwaną większość społeczną! Współczesne
czarownice, heretycy, odmieńcy, luzacy, sekciarze, dysydenci i
antyrządowi krzykacze, bluźniercy, wszyscy spotykają się na torturach w
zakładach psychiatrycznych, jako tak zwani schizofrenicy, a jest to faktycznie nie istniejąca, polityczna czy społeczno-polityczna "choroba".
Przerwij
milczącą zmowę wokół dręczenia i gwałtu na ludziach będących w rękach
chemicznej psychiatrii, protestuj przeciwko przymusowemu osadzaniu na
leczenie psychiatryczne, protestuj przeciw bezterminowym detencjom
sądowym, powiedz "dość" psychiatrycznym gwałtom, stop dezinformacji o
skutkach zabójczych narkotyków stosowanych przez psychiatrię, dość
odczłowieczania, piętnowania, obezwładniania i zabijania w iście
faszystowski sposób, z pomocą majestatu prawa. Rozprzestrzeniaj to
orędzie antypsychiatrii i wezwanie do humanitarnych i godziwych rodzajów pomocy!
Psychiatria Sądowa - Obraz Patologii!
Polskie
prawo ze sprawiedliwością nie idzie w parze, a tendencja ta znana jest
historycznie od stuleci. "Prawo prawem, a sprawiedliwość jest po naszej
stronie" - to popularne powiedzenie w istocie obrazuje rozdźwięk
pomiędzy pisanym na kolanie ustawowym prawem,
a sprawiedliwością, którą w Polsce kojarzy się chyba tylko z wendetą.
Poczucie ludzkiej krzywdy w Polsce obrazuje się powiedzeniem, że "nie
ma na tym świecie sprawiedliwości", a poczucie bierze się ze zbrodni
prawniczych na obywatelach. Zbrodnie sądu, prokuratury i policji na
obywatelach są zbrodniami w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej
wykonywanymi, stąd w swej istocie, prawo obrazuje charakter państwa i
władz państwowych. Konstytucja nie jest przestrzegana, a powoływanie
się na Prawa Człowieka w III-IV RP jest wyśmiewane z urzędu przez
prowadzących rozprawy tak zwanych sędziów, którzy wykonują dowolne
zbrodnie, tak polityczne jak i na zlecenie różnych mafii. Prawo zawarte
w Kodeksie Karnym jest tak zapisane, że dowolność jego naginania i
przeginania jest wręcz porażająca i prawnikom uchodzi bezkarnie.
Sędziów, prokuratorów i policjantów w praktyce nie kara się za dokonane
przez nich w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej zbrodnie przeciwko
własnemu narodowi! Jeśli ktoś szuka przykładów, weźmy pierwszy z
brzegu, bardzo powszechny i skandaliczny.
Kilka tysięcy ludzi trzyma się na internacji bezterminowej zwanej detencją
nie za to, że popełnili jakieś przestępstwo, ale za to, że są
psychicznie chorzy, a najczęściej za to, że kiedyś przeszli epizod
psychotyczny lub prokurator chcąc się pozbyć sprawy zbyt dla niego
uciążliwej, załatwia orzeczenie chwilowej niepoczytalności u znajomych
biegłych sądowych z zakresu psychiatrii. Osoby te nie mają procesu
sądowego, nie są przesłuchiwane, nie są przesłuchiwani ani świadkowie
obrony ani świadkowie oskarżenia. Człowieka bezterminowo internuje się
na oddziale sądowym, zmusza do zażywania środków psychotropowych w
ilościach niszczących system nerwowy. Osoba internowana na podstawie
subiektywnego stwierdzenia niepoczytalności nie ma żadnych praw, nie
może się bronić, często nawet nie jest informowana o odbywających się
za jej plecami posiedzeniach sądowych. Więzi się człowieka domniemując,
że skoro jest chory psychicznie, to na pewno popełnił przestępstwa
jakie są mu zarzucane, a zatem musi być uwięziony i przymusowo
wyniszczony tak zwanym leczeniem sądowym. Sądy nawet nie próbują
udowadniać podejrzanemu winy, w większości wypadków podejrzany nie
uczestniczy w rozprawie sądowej, wbrew prawu do rzetelnego procesu
sądowego zostaje bezterminowo uwięziony i jest morderczo wyniszczany
środkami psychotropowymi, które wymyślono za czasów Hitlera i Stalina
dla eutanazji opozycji politycznej. Przykładowo, służący do niszczenia
przez spowodowanie zgonu środek psychotropowy o nazwie Fenaktyl
opracowano na zlecenie stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa dla
mordowania dysydentów. Podawany w dużych dawkach powoduje w ciągu 2-3
lat zgon u ponad 90% pacjentów. Podawany w małych dawkach uśmierca
70-80%pacjentów psychiatrii sądowej w ciągu 8-12 lat. Tak sądownictwo
wykańcza po cichu, mordując w białych rękawiczkach osoby internowane
pospołu na zlecenie prokuratora, psychiatry i sędziego, a sąd wydaje
wyrok dożywocia praktycznie bez przeprowadzenia rozprawy w trybie
administracyjnym, jak hitlerowskie SS czy stalinowska Bezpieka
Sowiecka. Najczęstszą znaną przyczyną zwolnienia internowanego z
detencji w Polsce są akcje bezpośrednie organizacji obrony Praw
Człowieka, nacisk rodziny o charakterze opłaty pozaprawnej dla lekarzy
psychiatrii sądowej, czasem też przepełnienie oddziału zmuszające
personel do zrobienia wolnego miejsca dla następnych. Ciekawym rodzajem zbrodni jest sam mechanizm osadzania,
gdyż lekarz psychiatra wnioskuje o detencję na podstawie ciężaru
zarzutów i zwykle kilkuminutowej rozmowy z podejrzanym, czyli na
podstawie opinii prokuratora, a sąd na podstawie opinii psychiatry
sądowego wydaje postanowienie o internowaniu za murami ośrodków i
oddziałów psychiatrii sądowej, z rosyjska zwanych "Psychuszkami",
miejscami ostatecznej kaźni. Setki i tysiące ludzi, którym nie udowodniono winy,
nie przedstawiono zarzutów, nie dano prawa do obrony w sądzie, nie
przesłuchano obrońców, nie zezwolono nawet na proces sądowy nie mówiąc
już o formalnej uczciwości prawnej względem podejrzanych, cierpi męki
niszczenia ich systemu nerwowego i funkcji życiowych w psychiatrycznych
katowniach Rzeczpospolitej Wałęsającej, Kwaśnej czy Kaczej! Kaci
miewają się dobrze i są wysoko opłacani przez rząd, a taki ordynator
sądowej psychiatrii, Stanisław Teleśnicki z Krakowa, swe ofiary
przesłuchuje w czasie od 30 sekund do 3 minut, czego nie można nazwać
badaniem, ale na podstawie takiej "rozmowy" kwalifikuje czy ktoś jest
poczytalny czy też niepoczytalny. Faktyczna decyzja o tym, kogo zamknąć
w Psychuszce podejmowana jest często po znajomości: prokurator sugeruje
lekarzowi, żeby "gościa" zamknąć w "wariatkowie", bo nie ma czasu ani
możliwości udowodnienia mu winy, albo zalazł prokuraturze za skórę lub
jest politycznie niewygodny i trzeba go zniszczyć w imieniu prawa. Tak
syf sądowej psychiatrii i detencji wygląda od środka - to jest
od swego zepsutego wnętrza pokazując patologię sądownictwa w pełnej
krasie. Każda siła polityczna mająca wpływ na sąd lub prokuraturę może
człowieka zniszczyć w reżimowej Psychuszce. Należy kontrolę społeczną
na tę sądowo-psychiatryczną gangrenę nałożyć, gdyż prokuratorzy jeśli
nie uzyskają opinii odpowiedniej do skazania od jednego zestawu
biegłych, wysyłają często podejrzanego na badania do takich biegłych,
którzy orzekną zdrowemu jak koń człowiekowi każdą chorobę psychiczną,
jakiej życzy sobie oskarżyciel i to w 3 minuty albo szybciej! Badanie
ofiar psychiatrii sądowej przetrzymywanych przez wiele lat w
Psychuszkach musi się stać domeną pracy dla niezależnych grup Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wątpliwego
rodzaju specjalista szafujący orzeczeniami "niepoczytalności chwilowej"
branymi "z kapelusza" jak króliki u iluzjonisty-kuglarza pokroju
takiego jak krakowianin Stanisław Teleśnicki, to nie jest przypadek
odosobniony, gdyż doniesienia o przekrętach Psychiatrii Sądowej
dochodzą i z Warszawy, i ze Śląska, także Świecia, a ludzie bestialsko
przetrzymywani wbrew swej woli często nie mają nawet odpowiedniej
ilości jedzenia i picia ani prawa do posiadania rzeczy osobistych, tak
jak zwykli więźniowie sądów karnych. Więzień psychiatryczny jest w o
wiele gorszej sytuacji, gdyż nie ma orzeczonego końca jego kary, a winy
mu nie udowodniono, zwykle nawet nie był w sądzie, nie rozmawiał z
adwokatem. Jeśli nie ma rodziny ani przyjaciół, którzy mu pomogą,
zostaje skazany na nieuchronną egzekucję chemiczną w Psychuszce pośród
niezliczonych cierpień, także skutków ubocznych psychotropów, które są
stalinowsko-hitlerowskimi wynalazkami dla eliminacji dysydentów! Co
ciekawe, dla większości psychiatrycznych jednostek chorobowych nie ma
żadnego uzasadnienia naukowego, czyli nie można wykazać, jakoby w ogóle
istniały, a mówi o tym na świecie nawet czołówka psychiatrycznej elity,
biadając, że na studiach medycznych uczeni są fikcji. Sztandarową
chorobą orzekaną przez psychiatrów sądowych w Polsce jest
"schizofrenia", podczas gdy około połowy samych psychiatrów na świecie
twierdzi, że taka choroba nie istnieje, a jest jedynie niczym nie
popartą hipotezą, obraźliwym epitetem dla oceny dysydentów
politycznych, osób niewygodnych dla systemu, podobnie jak herezja w
czasach inkwizycji. Historia badań nad schizofrenią dowodzi zresztą, że
jest to przedłużenie epitetu "herezja" dla celów ideologicznej czystki.Znane
są przypadki wysłania podejrzanego na oddział psychiatrii sądowej w
areszcie (Kraków, Warszawa, Poznań), gdzie osobie aplikowano bez jej
zgody silne środki psychotropowe powodujące powstanie halucynacji.
Następnie poczytywano te wywołane siłą halucynacje jako urojeniową
chorobę psychiczną i uznawano pacjenta za niepoczytalnego. Tak sądowy
psychiatra typu doktor Szablewski z Warszawy czy doktor Teleśnicki z
Krakowa może z każdego zrobić ciężko chorego czubka psychicznego! I co
gorsza, taki "expert" może zniszczyć czyjeś życie, zniszczyć
nieodwracalnie system nerwowy, a wszystko legalnie, w imieniu prawa,
które tutaj musi być kojarzone z bestialską orgią zbrodni, a nie ze
sprawiedliwością. Częstym zjawiskiem jest zwalanie winy za drobne
przestępstwa seksualne typu obmacywanie na upośledzonych krewnych lub
chorego psychicznie sąsiada "bo im leczenie nie zaszkodzi". Jest to
ogromna krzywda na niewinnych i bezbronnych osobach oraz ukrywanie
faktycznych przestępców seksualnych cudzym kosztem. Ponad sto takich
zbrodni popełniono w Polsce u progu XXI wieku, kryjąc w ten sposób
także księży pedofilów, którzy molestowali dzieci. A często,
szczególnie w Warszawie zdarza sie, że psychiatrzy sądowi z
oddziału psychuszki przy ulicy Rakowieckiej, zeznając w sądzie po
kilku, średnio 2-5 latach od badania podejrzanego, nie pamiętają
przypadku o losach którego decydują. Nie mówiąc już o tym, że osoba
przez kilka lat od ostatnich badań mogła, jeśli była chora wyzdrowieć i
należałoby badania powtórzyć niezwłocznie. Tego rodzaju przykłady
pokazują, jak bardzo cała psychiatria sądowa jest patologiczną orgią
zbrodni na osobach, które bądź otarły się w życiu psychozę lub są niewygodnie politycznie.
Więzienie osób chorych psychicznie bez udowodnienia im winy, w trybie
administracyjnego postanowienia narusza zasadę domniemania niewinności
w sposób drastyczny, narusza prawo do obrony i bycia wysłuchanym przez
niezawisły sąd. To są wszystko sądowe zbrodnie psychiatrii sądowej,
która swoją pozycję ugruntowała w czasach faszystowsko-stalinowskich
pospołu i tak po dzień dzisiejszy trwa żerując na krzywdzie tysięcy
ludzi rocznie! Czas już tę nazistowsko-stalinowską spuściznę
ucywilizować i uczłowieczyć, a szczególnie zadbać o przestrzeganie praw
człowieka i obywatela wobec osób chorych psychicznie, tym bardziej, że
samo istnienie tak zwanych chorób psychicznych nie ma materialnych
podstaw naukowych i jest negowane przez znaczącą część medycznego
środowiska naukowego. W trybie natychmiastowym należy zlikwidować
wszelkie specjalne oddziały psychiatrii sądowej istniejące w aresztach,
gdyż "badanie" tam urąga nawet kanonom i standardom współczesnej
psychiatrii. Ordynator Teleśnicki ogląda podejrzanego przez 30 sekund
do 3 minut, połowę tego czasu przy przyjęciu, a połowę na koniec
kilkutygodniowego pobytu. Następnie podlegli mu i ulegli lekarze i
psycholodzy preparują diagnozę i opinię wedle jego "widzimisię". Kto
się do winy nie przyznaje jest na pewno niepoczytalny, kto się
przyznaje, nawet jak ma odchyły, na pewno jest zdrowy. Jeśli taka
szkaradna działalność w Polsce ciągle istnieje, to na pewno stalinizm
się jeszcze nie skończył, choć pytani w temacie starsi Rosjanie
twierdzą, że za Stalina aż tak źle nie było. W Polsce jednak od 1990
roku panuje watykańsko-papieski reżim katolików, czego skutki są jak
widać opłakane. Jeśli za zbrodnie komuny winny jest Stalin, to za
zbrodnie reżimu katolickiego winny jest papież Jan Paweł Drugi jak i
jego następcy, tym bardziej, że taki ordynator Teleśnicki z Krakowa
jest gorliwym wyznawcą papieża Polaka! Ckni się może inkwizycja albo
hitleryzm katolika Adolfa Hitlera, tego rodzaju pseudoekspertom, w
rzeczywistości hochsztaplerom z dyplomami medycyny sądowej, która jest
tutaj patologią. Należy
zorganizować szerszą bazę danych o przekrętach sądowych nie tylko
dlatego, że w Świeciu film nakręcono ukrytą kamerą o tym, jak pobyt w
psychuszce sądowej wygląda od wewnątrz. Należy zadbać o to, aby każdy
podejrzewany o chorobę psychiczną przed sądem był badany przez wiele
niezależnych lekarzy, także pozasądowych, bo Ci rutynowo i przestępczo
zakładają, że każdy badany jest winny, naruszając prawo do obrony, a
także do milczenia w tym temacie, co jest kolejną ZBRODNIĄ psychiatrii
sądowej, patologią tej instytucji o obrazie zboczenia zawodowego.
Widzenie w każdym do nich skierowanego przestępcy i domniemanie winy,
jest już samo w sobie obrzydliwym skandalem i bandytyzmem.Reżim RP katolickiej powinien też zlustrować pacjentów
wyniszczonych na zamkniętych oddziałach psychiatrii sądowej, którzy z
przyczyn politycznych uwięzieni zostali przed 1990 rokiem czyli w
czasach lustrowanej komuny stalinowskiej tak propagandowo przez
aktualne rządy znienawidzonej. Dysydenci komuny dziś zdychają w
psychuszkach razem z dysydentami reżimu aktualnie panującego, który z
człowiekiem się nie liczy, a już sądy i ich psychiatria sądowa są
szczególną oazą rozboju na zniewolonym przez reżim społeczeństwie.
Jeśli jeszcze jakiś więzień komuny przeżył, bo większość leży w
bezimiennych grobach w pobliżu sądowej psychuszki na jakimś cmentarzu,
a komu jak komu, ale ofiarom psychiatrii sądowej w Polsce najwięcej
pomników postawić by potrzeba, bo są to ofiary zbrodniczego, mafijnego
systemu politycznego. Ministerstwo Sprawiedliwości zapytywane przez
Obrońców Praw Człowieka nie chce nawet podać listy oddziałów
psychiatrii sądowej ani ich adresów, nie chce podać danych ile osób i
jak długo średnio jest w tych gestapowsko-stalinowskich warunkach
przetrzymywane. Z badań statystycznych nad tymi, do których udało się
dotrzeć wynika jasno, że większość to osoby zdrowe psychicznie,
ale przymusowo leczone i jeszcze straszone, że na wolności mają się
leczyć, tyle, że jeśli rodzina i kilkudziesięciu znajomych nie widzi u
człowieka objawów patologii, to należy domniemywać, że urojenia i zwidy
mają lekarze psychiatrii sądowej w swoich ekspertyzach robionych często
na zamówienia kolegów prokuratorów lub sędziów. Polityka detencyjna
jest prosta, jak będzie ktoś nowy przez sąd skierowany do przyjęcia, to
się kogoś zwolni, żeby zrobić miejsce, a do tego czasu będziemy
wszystkich trzymać, bo musi być komplet, żeby oddział mógł uzasadnić
swoje istnienie. Można o tym usłyszeć od niektórych psychiatrów
sądowych ale bardzo poufnie i prywatnie, oni z dysydenta danego w ich
szpony mają swoje pensje i zawodową stabilność. To jest ta strona
medalu, o której powinno się więcej mówić głośno, o przyczynach
istnienia tej administracyjnej patologii jaką jest sądowa psychiatria,
która z każdego podejrzanego zrobi w kilku zdaniach wyjątkowo
przerażające i niebezpieczne monstrum, o czym się przekonują klienci,
czyli podsądni pacjenci. Samo nierówne i niesprawiedliwe traktowanie
osób upośledzonych umysłowo czy chorych rzeczywiście z przyczyn
organicznych jest już skandalem, który nie powinien schodzić z
pierwszych stron gazet. Branie chorób "z sufitu" byle utrzymać
istniejące oddziały sądowe to jeszcze gorszy skandal wołający o pomstę
nie tylko do Nieba. Bicie przez CBŚ osoby głuchoniemej za uporczywe
odmawianie zeznań przez milczenie, to już "mały pikuś" w tym całym
syfie!