Wodolecznictwo a Terapia Moczem
Zajmując
się kulturą duchową Wschodu, a w szczególności jogą, sufi, ezoterycznym
chrześcijaństwem, także ajurwedą - naturalną indyjską medycyną, z
mieszanymi uczuciami śledzę wszelkie brednie jakie zdarza się
publikować na temat, jogicznej rzekomo, terapii moczem. Jako jogin i
nauczyciel jogi, muszę rzec, że z jogą nic wspomniana urynoterapia
wspólnego na pewno nie ma.Woda Pana Śiwy (Śhiva) to wcale nie
szczochy, jak pragną rzekomi "terapeuci" od uryny, a jedynie
najzwyklejsza woda źródlana poświęcona i pobłogosławiona w czasie
uroczystego nabożeństwa zwanego abhiśekapudźą. Jest to starożytny
wedyjski ryt polewania czystą wodą lińgamu - kamiennego słupa, będącego
znakiem stwórczej mocy i potęgi natury zwanej też Śakti. Żywa Woda
poświęcona rytuałem, w którym m. in. odmawiane lub śpiewane są służące
temu modlitwy (mantramy), zwana jest Śiwambu lub Śiwambudhara. Oto i
strumień Wody Śiwy spływający z lińgamu spożywany jest jako nektar
Amaroli - boski nektar duchowy. Kojarzenie lińgamu z fallusem także
jest fatalnym błędem, który od kilku stuleci propagują "uczeni" jezuici
nie mający o symbolice śiwaizmu nawet zielonego pojęcia. Fallus vel
penis to w sanskrycie naraka. Niezbyt podobnie do terminu lińgam,
mającego jedynie mistyczne i duchowe znaczenie w jogicznej, śiwaickiej
ezoteryce.Terapia czystą wodą źródlaną, wodolecznictwo, jest
podstawową terapią naturalną ajurwedy, indyjskiej medycyny naturalnej.
Owo wodolecznictwo w żadnych autorytatywnych indyjskich traktatach nie
jest rozumiane jako szczochoterapia. Jogiczna medycyna, znana też pod
oryginalną swoją nazwą jako Bhaiszadźja Joga, wywodzi się z nauk Pana
Śiwy i nigdzie nie poleca picia ani własnego, ani cudzego moczu. Jeśli
niektórym ludziom pomieszało się w głowach i pletą w swej niewiedzy
brednie, to pozostaje mi życzyć im smacznego. Tych jednak, którzy nie
mają pojęcia o temacie, trzeba ostrzec w co się pchają, a jeśli dalej
mocz zechcą konsumować, to i mają prawo zagwarantowane wolną wolą. Będą
przynajmniej świadomi co robią. Wszak ludzie uwielbiają robić
wszelkiego rodzaju głupoty, a im większą dana głupota jest, tym nawet
więcej znajduje wielbicieli i wyznawców. Dyscyplina uczniostwa
mistycznej ścieżki jogi znajdowała raczej nielicznych zwolenników.
Kiedy uczyłem osiągania ekstazy z pomocą dźwięku AH, przychodziło 50-70
osób, kiedy uczyłem tej ekstazy z dźwiękiem ALLAH, gdzie AH jest
jedynie końcówką drogi pobożności i duchowej dyscypliny, przychodziło
5-7 osób. Kiedy wskazuje się drogę do nikąd lub do zguby - przychodzą
tłumy, gdy pokazuje się Drogę do Boga, trudno znaleźć ucznia - mawiał
Pan Śiwa.W śiwaickich rytuałach obmywania lińgamu używa się
czasami wody zmieszanej z krowim mlekiem, a także wody zmieszanej z
miodem. Jeśli komuś złocisty płyn Madhuparka (woda miodowa) skojarzył
się z moczem, to zaiste fatalna to pomyłka. Ajurweda i joga pełne są
pochwały wszelkich zalet spożywania czystej, zdrowej wody z naturalnych
źródeł. Szczyny w żadnym wypadku nie są też napojem Soma, jak imputują
pseudojogowi moczoterapeuci. Według starożytnych receptur joginów,
śiwaitów, Soma - napój aniołów (dewów, bogów), to woda z miodem, dzięki
któremu zawdzięcza swój złocisty blask i świetny zdrowotny wpływ.
Zapewne rodzimi pszczelarze najlepiej wiedzą też o czym piszę. Ajurweda
poleca także czystą źródlaną Wodę Życia (z miodem), aby odtruć organizm
z nadmiaru toksycznej substancji zwanej moczem, której ilość w
organizmie wzrasta w chwilach strachu, szczególnie gdy zagrożone jest
życie. Teoretycznie wiedzą o tym wszyscy wegetarianie, że mocznik
zawarty w mięsach jest dla zdrowia ciała i psychiki najgroźniejszą i
najstraszniejszą trucizną. W naukach Manu (Noego) istnieje nawet
zwyczaj wygotowywania mięs dozwolonych spożyciu do białości. Gotuje się
więc według receptury mięsiwo przez nawet i dwie doby, wylewa cały
toksyczny odwar, płucze jeszcze i dopiero gotuje czy smaży celem
spożycia. Wszelkie resztki krwi i mocznika musiały być bezwzględnie
usunięte!Istnieje tylko jeden sposób używania uryny według
receptury ajurwedy i całej tradycyjnej nauki ludowych medyków. Zawsze
jest to uryna krowia ze świętych w Indii, jak pewnie wiadomo, krów! O
ile nie ma innego środka (a więc wyjątkowo) dopuszcza się użycie
krowiej szczyny do odkażania ran, tylko do zewnętrznej dezynfekcji! To
tyle oddając honor szczynom krowim, czasem dozwalanym tak do użytku. I
nie może to być każda krowa jak leci, a jedynie krowa święta, a więc
chociaż raz uroczyście poświęcona aniołom (dewom czy jak wolą jezuiccy
"uczeni", bogom).Istnieje zaś inny aspekt używania ludzkiej
uryny opisywany w ciemnych tantrach hinduskich. Jest to aspekt
duchowo-religijny, jeśli wolno w ogóle w tym wypadku użyć tych słów.
Pewne ciemne i złe istoty zwane rakszasami, co na polski przekłada się
terminem demony, użytkują i polecają spożywanie moczu dwa razy
dziennie, celem zjednoczenia się (komunii) ze źródłem swej demonicznej
potęgi. Inna klasa ciemnych i złych istot, piśaća, które na polski
dobrze przekłada się terminem czorty, diabły - używa ludzkiego i
własnego moczu jako zwyczajnego, codziennego napoju do wszystkiego, ot
rodzaj piwka. Gratuluję jakiemuś demonowi pomysłu wprowadzenia ludzi
zainteresowanych jogą i zdrowiem w akt rytualnego spożycia demonicznej
komunii. Według nauk Pana Śiwy, Mistrza Joginów i Mistyków, każdy kto
spożywa własny mocz odrodzi się w najniższych i najciemniejszych
sferach (lokach) egzystencji, z których nie ma już powrotu do krain
światła ani możliwości odrodzenia się w świecie ludzkich istot.
Gratuluję wyboru "duchowej" drogi życia wszystkim szczochofanom! Nie ma
chyba lepszego pomysłu, choć wygląda niewinnie i zdrowo, na zniszczenie
własnej jaźni (atmana, duszy). Pan Śiwa gorąco przestrzega przed
popadnięciem w takie zgubne nauki i praktyki wszystkich adeptów jogi i
treningu mistyki czy ezoteryki. Pan Śiwa pouczył Parwati, iż osoby
(dusze), które tak zatraciły własną jaźń (atmana) w komunii
(zjednoczeniu) z demonami ( rakszasami i im podobnymi: wetalami, kuhu
etc.) zostaną całkowicie zniszczone w Pralaji, czyli u końca cyklu
czasu naszego Dnia Brahmy.Niestety, to uwaga dla
zafascynowanych kulturą Wschodu, nie wszystko co wschodnie to zaraz
boskie, niebiańskie i duchowe. Diabelstwo też się może przytrafić.
Wodolecznictwo to zupełnie inna "parafia" niż szczyno-pilstwo. Parafia
taka dla jaźni (atmana, duszy) ma niewyobrażalnie wielkie znaczenie. Aż
dziw bierze na brak zdrowego rozsądku. Wegetarianie w większości dobrze
wiedzą, iż nadmiar moczu (mocznika, kwasu moczowego) w mięsie zabitych
zwierząt powoduje, iż ulegamy narkotycznemu otumanieniu i uzależnieniu.
Najlepszy narkotyk jednak własny, prosto z pęcherza. A narkotyki,
włącznie z alkoholem są zasadniczo zakazane zarówno w jodze jak i w
metodach ajurwedy. Aż dziw, że spotyka się jaroszy pono, co to mięsa
nie jedzą, aby się moczem z mięsa nie narkotyzować, ale z własnego
pęcherza sobie narkotyku pociągną sporą dawkę. Lepszy pewnie czysty i z
własnej produkcji. Narkotyczne, silnie uzależniające właściwości moczu
znane są i opisywane w naukach indyjskiej medycyny. Picie czystej
źródlanej wody oraz jarskie odżywianie działają leczniczo, a jakże
często uryniarze zalecają je dla osiągnięcia skuteczności swej
pseudoterapii.Zainteresowanym jogą przypomnę w szczególności,
iż w regułach zdrowia dla praktykujących samnjasinów (osób które
poświęciły się praktykowaniu jogi) istnieje nawet zakaz wąchania
własnych ekstrementów, zarówno moczu jak i kału. W niektórych szkołach
jogi zabrania się także dotykania ekstrementów, co wymaga opanowania
specjalnego sposobu obmywania odbytnicy czy narządów płciowych. Kto
wtedy dotknie ekstrementów lub ich powącha pozostaje nieczysty przez
jeden dzień i winien spędzić cały dzień na oczyszczających medytacjach,
recytacjach i postach. Kto by skosztował ekstrementów, pozostaje
nieczysty przez siedem dni, także każdy kto go dotknie. Oto i o co
chodzi istotom demonicznym, szczególnie tym z Ósmej Sfery (Asztaloka)
zwanej potocznie i swojsko piekłem. Stan permanentnej nieczystości
uniemożliwi adeptowi jogi osiągnięcie światła niebios (dewów), a co za
tym idzie oświecenia duchowego. Grunt to dbać o własne interesy.
Zdrowie to ponętne hasło. Przyciągnie wiele istot do piekieł.Woda
Śiwy (z rytu obmycia lińgamu) jest tą wodą, dzięki której, według
pierwotnych nauk Pana Śiwy przekazy-wanych w jodze, może człowiek
wyleczyć się ze wszystkich chorób. Po miesiącu stosowania, ciało
zostaje oczyszczone od wewnątrz. Po dwóch miesiącach - wszystkie zmysły
ulegają wyostrzeniu. Po trzech miesiącach używania Wody Śiwy ustępują
wszelkie choroby i znikają cierpienia. Po upływie pięciu miesięcy
odzyskuje się pełne zdrowie. Warto dodać, iż Wodę Pana Śiwy należy pić
małymi łykami dokładnie mieszając ją w ustach ze śliną, nigdy duszkiem,
gdyż ten sposób picia płynów jest w ogóle szkodliwy dla zdrowia. Oprócz
wody czystej, źródlanej oraz wody miodowej (soma) czy mlecznej, używa
się wody różanej. Płatki dzikiej róży maceruje się (naciąga na zimno)
przez półtorej lub więcej doby, następnie "magnetyzuje" w rytuale i
spożywa jako antidotum przeciw chorobom serca i duszy. Przeciw otyłości
należy pić wodę przed spożyciem posiłku. Szczupli powinni pić dopiero
po zjedzeniu swego pokarmu. Post na wodzie jest najlepszą kuracją
leczniczą prawie na wszystkie choroby. Pije się od 1/2 litra do 2, a
nawet 3 litrów wody mineralnej dziennie, najlepiej prosto ze źródła.
Już po kilku dniach wystarczy niewielka zwykle ilość wody dziennie dla
podtrzymania procesu uzdrowienia jaki zostaje wyzwolony. Płukanie nosa
z pomocą wody oraz lewatywy to typowe zabiegi lecznicze w każdym
praktycznie systemie jogi. Idealna jest Śiwambu - Woda Życia Pana Śiwy,
woda użyta w religijnym ceremoniale. Pan Śiwa przestrzegał heretyckie
demony przed wypaczaniem tej idei. Nic jednak nie powstrzyma
bezrozumnego. Soma, woda z miodem czy jak kto woli woda miodowa uważana
jest przez ajurwedę i jogę nie tylko za niebiański napój aniołów
(bogów, dewów), ale też za lek najskuteczniej przywracający harmonię w
organizmie, odtruwający i regulujący wszystkie dośa, systemy ciała.
Soma służy też duchowemu wzrostowi, przybliżeniu Niebios na ziemi.
Leczenie wodą to zaiste podstawa ajurwedy.Jeden z moich
indyjskich nauczycieli jogi wspominał o tym, iż niektórzy hinduscy
bramini, ludzi którzy przychodzą do nich bez należytej (tradycyjnie)
czci i bez czci dla Pana Śiwy, specjalnie wpędzają na manowce Marana
Tantr, czyli praktycznie w ślepe zaułki wiodące do duchowej śmierci.
Spożywanie ekstrementów od zawsze było zaliczane przez jogę do Marana
Tantr, czarnomagicznych praktyk wiodących w efekcie do duchowej
śmierci, do zniszczenia własnej duszy (atmana, jaźni). Niektórzy
hinduscy nauczyciele zwyczajnie nie lubią białych i stąd ich działanie,
bynajmniej z jogą mające niewiele wspólnego. Adept jogi, mistycznej
drogi duchowej ma trzymać się od tego rodzaju praktyk z daleka, jeśli
pragnie szczerze duchowej realizacji.Życzę lokalnym smakoszom
rakszasowego napitku, aby swoją urynoterapię trzymali z dala od pojęcia
takiego jak JOGA, a także aby nowicjuszy raczyli uprzejmie uprzedzić
jaka to "terapia" z tej urynoterapii w istocie jest - czarnoma-giczna
komunia z ciemnymi siłami, które niewątpliwie dokonają terapii: wyleczą
raz na zawsze z człowieczeństwa i możliwości ludzkich narodzin. Ale to
już jest subtelniejsza kwestia i nie widać jej na pierwszy rzut oka.
Gdyby ktoś ze smakoszy był jednak zaiteresowany urokami autentycznej
terapii prawdziwą Wodą Śiwy, to zapraszam do korespondencji. Służę też
od czasu do czasu egzorcyzmem uwalniającym od usidlenia przez
demoniczne siły ciemności. Moce książąt ciemności świata rakszasów lub
Ósmej Sfery (piśaća), takich jak Rawana, Waszta czy Asztar znacznie
trudniej jest usunąć, niż w przypadku demonów żydowsko-chrześcijańskich
i astralnych zmarłych dusz, niemniej nie jest to niemożliwe.Gwoli
zaspokojenia prawdy, trzeba wspomnieć o wspólnocie szalonych mędrców
zwanych kapalika, którym zdarzało się czasem używać okazjonalnie
ekstrementów dla doraźnej duchowej edukacji. Przykładowo, kiedy uczeń
chciał uzyskać nauki u nauczyciela tej tradycji duchowej, mógł mu się
trafić jednorazowo takowy test wiary i poświęcenia. Nauczyciel kazał
się nowicjuszowi wysikać, a następnie, uroczyście i bez oznak
obrzydzenia wypić swój mocz. Nowicjusz albo rezygnował od razu, albo
próbował wykazać się determinacją wobec wybranego guru. Wtedy okazywało
się w jakiś cudowny sposób, że w naczyniu zamiast moczu jest jakiś
pachnący cudownie eliksir. Cóż, jednak aby robić takie testy
potencjalnym uczniom, trzeba samemu być wielkim cudotwórcą
(Mahaasiddhą) takim, co to własne siki potrafi zamienić w złoto albo w
eliksir młodości. A kto nie potrafi, ten nie ma prawa tak testować
kandydatów na uczniów, a nawet w ogóle przyjmować uczniów we właściwym
tego słowa znaczeniu. Zrozpaczeni oszuści duchowi, nie mogąc robić
wielkich cudów, usiłują przekonywać, że sam akt wypicia szczyny i
poświęcenia się w ten sposób dla (wątpliwej jakości) mistrzunia posiada
jakiś zbawczy i leczniczy w swej naturze motyw. Spiesznie dodają jednak
jarskie odżywianie i popijanie czystej wody, aby ich wątpliwej jakości
"kuracja" miała szansę zadziałać. Jarstwo samo w sobie, wzbogacone
leczniczymi wodami, jest terapią leczącą większość chorób i
dolegliwości ludzkiej egzystencji.Według nauk jogi, razem z
moczem wydalane są szkodliwe substancje astralne, przez ezoterykę zwane
imperylem (trucizną Halahala). Ta astralna, demoniczna trucizna posiada
moc uśmiercenia ludzkiej duszy. Kto wchłania mocz spowrotem w siebie,
tego imperyl powoli zatruwa i zabija duchowo, aż ulegnie wiecznemu
zatraceniu w Pralaji nocy Brahmy. Z czasem psychika otwiera się dla
przestrzeni Ósmej Sfery, co jest charakterystyczne także i dla innych
zabójczych dla życia duchowego substancji takich jak alkohol, opium czy
marihuana. Według nauk Pana Śiwy, pierwszego Mistrza jogi, konsumenci
własnych fekaliów, w tym uryny, będą w 'nagrodę' nurzać się w
piekielnej rzece Waitarani, którą płyną wszelakie nieczystości
uniemożliwiające zatraconej duszy opuszczenie świata piekielnego
(Narakaloki) ani nawet na chwilę. Warto może wiedzieć o tych
"niewinnych" skutkach ubocznych, o których zagorzali smakosze szczylu,
może wcale usłyszeć nie chcą, podobnie jak alkoholicy czy nikotyniarze
o zgubnych skutkach ich nałogów. Sataniści, mniemam, będą także
ukontentowani nową, "zdrową" możliwością sprawowania życzonego kultu,
jeśli o nim jeszcze nie wiedzieli, a pragną zanurzyć się na wieki
wieków w płynącym szambo demonicy, rzeki Waitarani.Imię Śiwa
tłumaczone na polski dosłownie oznacza przychylność, życzliwość,
dobroć, a także łaskę Bożą. Czohan Śiwa to Pan Łaski, Pan Życzliwy.
Lińgam jest zasadniczo jedynym symbolem Pana Śiwy czczonym w
świątyniach, gdyż śiwaizm, a za nim cała joga nie używa
antropomorficznych podobizn Śiwy na ołtarzach świątyń.Lińgam
(słup) jest znakiem trzech Bożych Potęg: rozpuszczania, skrywania oraz
przepływu. Pierwsza uczy, iż moc lińgamu rozpuszcza lub lepiej niszczy
wszelkie grzechy, błędy i ich przyczyny tworzące karmiczne więzienie
duszy. Śiwa jest wtedy niebiańskim lekarzem Rudradewą, znawcą leków i
duszą dzikiej przyrody. Według ajurwedy kontakt z przyrodą to pierwsza
siła lecznicza z jaką należy obcować, a przyroda żyje dzięki wodzie i
słońcu.Druga potęga wskazuje na wszelkie misteria i ukryte
tajemnice, czyniąc z Pana Śiwy strażnika wszelkiej wiedzy mistycznej i
ezoterycznej. Pan Śiwa jest patronem wszystkich mistyków i ezoteryków
duchowych tradycji Wschodu. Aśrama Czohan Śiwa symbolizowana przez
świętą górę Kailasa w Tybecie jest praźródłem wielkiej rzeki zwanej
Indusem (Sindh), od której India wzięła swoją nazwę. Stąd cała kultura
indyjska zwana jest kulturą duchową. Dotrzymywanie tajemnicy duchowej
praktyki i strzeżenie skarbów tajemnicy duchowości to podstawowa praca
każdego adepta jogi. Właśnie z tej ezoterycznej pracy strzeżenia
tajemnicy przekazu, zachowywania własnych praktyk jedynie dla siebie,
adepci jogi zwani są Naatha - Strażnikami Wewnętrznego Życia.Trzecia
potęga otwiera moc duchowego przekazu, nauczania i błogosławieństwa,
czyniąc z symbolu lińgamu źródło charyzmatycznej mocy i źródło
Mistycznej Wody Życia, która ożywia serca i dusze, aby powróciły na
niebiosa, do Empireum swego Boga i Stwórcy. Anugraha to przekaz Łaski
Bożej z samego niebiańskiego źródła, dikszan zaś to duchowe
wtajemniczenie czy inicjacja, jako najbardziej esencjonalny przekaz czy
błogosławieństwo linii przekazu. I to by już było na dzisiaj tyle.Życzę
wszystkiego dobrego, także światła łaski Pana Śiwa Mahadewa, aby nie
błądzić więcej po bezdrożach pseudojogicznych mistyfikacji rodem ze
Wschodu.Kawiradźa Ryszi